|
Życie, słowa i rysunki własnej roboty.
czwartek, 10 maja 2012
Elkurado
W przedszkolu dziś strajk. Właśnie przejeżdżamy autobusem w przedszkolnych godzinach koło nieczynnego przedszkola G. - Muniu, a wiesz, że przedszkole to dziś zamknięte całkiem jest? - "odkrywczo" pyta G. - Dlaczego? - pytam ciekawa obserwacji. - Bo tam panie przedszkolanki siedzą - wrzeszczy G. na cały autobus. Współpasażerowie muszą być na czasie w ważnych sprawach :) - Przecież zawsze siedzą. To jest zawsze tam są o tej porze - podpuszczam G. - Ale one całkiem zamknięte siedzą! Całkiem! Wiesz?!? I czekają! - mówi G. z miną znawcy tematu strajków. - Na co czekają? - pytam zaskoczona formą strajku "zamkniętego". - No, że na pieniądze czekają! - krzyczy G. tonem co najmniej zdziwonym. - Ktoś im je przyniesie? - pytam - Nie, no co Ty Muniu! One czekaja, żeby tylko zobaczyć jak wygladają pieniądze....
Ooo, no proszę! To widzę, że to żyła złota niczym urlop wychowawczy hihihi :)
Pozdrawiam La Kura
PS Na rysunku galeria osobliwości ;)
A na zdjęciu poniżej zadumany ekspert ds. strajków.
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
Yedyny
Wieczór. Siedzimy sobie - G., A. i ja. Smarujemy coś na kartkach. Ja smaruję 394247 kota dla A., a A.smaruje po moich kotach. G.smaruje chyba potwora: niesymetrycznie ulane kształty, ogrom cielska, odnóża, krzywawe oczy na tle niezbyt powabnej paszczy.
Podchodzi Brodoziak: - Co tam skrobiecie? - pyta zaczepnie - Zgadnij, Tata, zganij! - wrzeszczy G. - Stwór jakiś? - chybi B. - Nie, nie, nie! - Potwór bardzo zły? - Nie, nie, nie! Brodoziak myśli. Przypuszczalnie tasuje w głowie "żyjątka" z kategorii "straszne", albo "straszniejsze jeszcze bardziej" - Wiem! Yeti !!! - zadowolony z siebie B. klaszcze całkiem przedwcześnie. - Nie, nie nienienienie! Lalala nie nie nie! - sprężynująca Satysfakcja lata po pokoju wrzeszcząc - Nie nie nie! Zgadnij, zgadnij, zgadnij! - To już nie wiem wcale. - To przeciez Ty! Tata Brodoziak jesteś tu! ... Zerkam jeszcze raz na dzieło. Hmmm. No nie wiedziałam, że mam aż tak porażąjąco słaby wzrok. Albo to ta miłość tak oślepia... :)
Pozdrawiam Kura ze swoim Yedynym
środa, 11 kwietnia 2012
U fryzjerze
Wieczór. Niby czytam.* G.wrzeszczy przelatując obok mnie: - Muniu, może cię uczeszę pięęęęknie tak?!? - czyt. zrobię ci taki kołtun, który być może do jutra rana da się rozplątać.
- Dobra - w nadziei na apatycznego i gburowatego fryzjera zgadzam się. Fryzjer wkracza do akcji. - Auuu, nie tak mocno, ajaj taaak nieee, ooo nie ciągnij, ałć, ałć tak nie - "relaksuję się" jak zwykle. - Muniu, czy Ty nie wiesz, że u fryzjerze sie nie mówi!?! - z pretensją pyta G. Serio? Pierwszy raz słyszę ;)
...
Kilka dni później. Jestem u mniej sadystycznego fryzjera. Farbuję włosy ucinając sobie co i rusz rozmowę z fryzjerką. - Moje dzieci wyjechaly na obóz narciarski - mówi fryzjerka w wieku, na oko, licealnym. - Jak to wyjechaly.? A ile mają lat? - wizualizuję sobie dwa niemowlaki zjeżdżające wspólnie na narcie. - 13 i 12. - Ooo. Moje to są małe. Ale jestem od pani dużo starsza raczej. - Eee tam - mówi z kurtuazyjnym niedowierzaniem fryzjerka - A z którego pani jest roku? - Jaaa? Eee, z siedemdziesiąszszszszsuuuuszszsz - suszarka lekko zagłusza odpowiedź. - Coooooooooo??? - podmuch suszarki znienacka wywiał kurtuazję - o matko boska! To nieźle się pani trzyma jak na TAKI wiek. !!! A G. mówiła przecież, że u fryzjerze trzeba milczeć...
Pozdrawiam Kura w TAKIM wieku
PS *niby czytam - usiłuję zrozumieć zdania na które patrzę, przy okazji odpowiadając na stertę pytań , zaczepki, oglądając migające przed oczami przedmioty itd.
czwartek, 08 marca 2012
Menu na przejutro
Kieruję moje orkowate ciało ku kuchni. Mistrzyni kulinarna. Kura Makłowicz z domu Okrasa. Zupę dziś zrobię boską jakąś. Tak, tak! Pyszną i na dodatek ozdobną. Że szkoda będzie jeść taką piękną. Skubię, dziobię, drobię. Siekam, mieszam, czekam. Wącham. Przyprawiam. Podziwiam.
Ależ ja jestem sprytna kulinarnie. Doprawdy! Dobra ta zupa jak nie wiem co. I jeszcze tylko jakiś makaron. Wena kulinarna już wyssała mnie nieco, więc gotuję zwykły makaron. Produkcję własną zostawiam na żer następnemu kuchennemu atakowi. ... Trochę później. Jemy. - Dobra zupa, prawda? - rzucam pytanie absolutnie retoryczne w przestrzeń jedzących. - Tak, tak, dooobra - szumi G. zza łyżki- Dobra, ale.. - dialog przerywa zasssysssanie makaronu z łyżki. - Ale? - Makłowicz we mnie zadrżał zaniepokojony. - Ale przejutro*, Muniu, przejutro to ja też chce taka zupę. Tylko bez sosu!** - Jak to? Jakiego sosu? - żadnego sosu jakoś nie widzę wśród elementów zupy. - No tego, co tu jest - G.pokazuję na talerz - Taką zupę, że tylko makaron jest. Bez sosu.
Pozdrawiam Kura Zjedztosam
PS *przejutro - pojutrze, co w przybliżeniu oznacza w przyszłości lub następnym razem **bez sosu - bez płynu, czyli w tym przypadku sam makaron, zwany też makaronem z niczym.
środa, 22 lutego 2012
Bal nad bale
Sprzątam. Skłon. Skąd my mamy tyle rzeczy? Skłon Ja tego nie kupuje przecież. Skłon Najpewniej pedantyczna sąsiadka nam je podrzuca. SkłonSkłonSkłon Tak na pewno ona. Podstępna żmija. Skłon. Widziałam jej chytrą minę dziś rano. ;) Skłon. Do łazienki na wszelki wypadek nie ide. Tak, tak, tam nie idę. Tam sąsiad podrzucił stos ubrań. Skłon. Czy ja skłonkiedyśskłoncośmówiłamskłonominimalizmieposiadniaskłon? Skręt. Siad. Skręt. Dlaczego mamy 732 zabawki ooo nawet 733 Skłon i 4, 5,6? Przecież ciągle je oddajemy. SkłonSkłonSkłon Wypad A te flamastry chyba się rozmnażają nocami? SkłonWyrzutSkłon ... Siadam z nadłamanym grzbietem i martwica reki zbierającej. Właczam tv. Wywiad. Prowadząca z zaniepokojoną miną pyta matkę 7 dzieci: - A jak u Państwa ze sprzątaniem? - Matka_007: Eee, takie tam sobie sprzatanie. !!! Czuję jak ciśnienie przebija mi żyły. Wyłączam. ... Sprzątam dalej. Sunę anemicznie kapciami wśród bałaganu, włosy zwichrowane, wzrok błędny. Ooo nieee, jeszcze w coś wdepnęłam!
- Muniu, zobacz na balu jesteś! - sprężynuje G. - Na balu balu balu! - Jak to ? - rozglądam się. Żadnych kobiet w sukniach. Ani amantów. - Tak balu, balu, zobacz, na balu! - wrzeszczy G. pokazując na mój kapeć. - Patrzę... Wlokę serpentynę....trzyma się na rozgniecionym makaronie... ... Opadam na kanapę... ... Nieeeeeeeeeeeeeeech żyje baaaaaaaaaaaal! Bo to żyyyyyyyyyyyyycie toooooooooo baaaaaaal jeeeest nad baaaaaaaaaaaaaaale! * ... Pozdrawiam Kura ubawiona po pachy
PS "Niech żyje bal", piosenka Maryli Rodowicz, tekst A.Osiecka.
poniedziałek, 20 lutego 2012
Tańcz Pigletu, tańcz
We' ve got a chicken he lives on our farm* - dobiega z pokoju obok. - Muniuuuuuuuuuuuuuuu, zobacz ja tańcze, tańcze, tańcze! - wrzeszczy G.wniebogłosy. - Muuuuuuuuniu, muuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuniu, uuuuuuuuuuuuuu!
Idę zanim sąsiad zadzwoni na policję, aby usunąć lokatorów przekraczających dopuszczalne normy hałasu dla normalnych ludzi.
- Tańcze, chicken, chicken, tańcze! - G.pruje się nieskończenie.
We've got a piglet he lives on our farm A perfect little piglet The bestest in the barn. - Tańcz Pigletu, tańcz!!!- wrzeszczy G do A.wijąc się w tańcu wygibańcu. W sumie nawet trochę racja. A.podobna jest do prosiaka:)))). Te kształty, ten kolor, to wyczucie estetyki przy jedzeniu... hihi Pigletttttttttttttuuuuuuuuuuuuuuuu, Muniuuuuuu! - tańczcie!
We've got a moo cow ... Sing! ... Dance! ... Play the saxofone! Zapominam o sąsiadach i wyrzucam nogi na boki. - Play the saxofon! - drę się ździebko.
- Muniu patrz, jestem flamingiem tańczącym. - Tańcz Pigletu, tańcz!!! - flaming szturcha pigletu ;) Szczerze się do flaminga i prosiaka gibiąc kolanami i rzucając biodrem. - Oooo , a wiesz Muniu, ze Ty tańczysz, Muniu, jak Gloria pięknie tak! Gloria? Hmm Gloria. Gloria? Nie mogę sobie przypomnieć takiej tancerki. Pawłowa? ta baletmistrzyni? Nie nie to była Anna chyba. A może jednak Gloria... jak ja:) Wiruję. Wiiiirujeeee. ... ... Wieczorem przypomniałam sobie kim była Gloria. Aktorką... ...w filmie "Madagaskar"...Hipopotamicą...
Pozdrawiam Kura o tanecznych kształtach
PS Piosenka z płyty "Charlie and Lola's Favourite and Best Music Record", 2009, BBC
poniedziałek, 13 lutego 2012
Kur
Jestem w sklepie. Na zewnątrz -17, wewnątrz chyba z +47. Przebijam się wśród milionatryliona wieszaków. Spodnie tak tak spodnie. Piekąc się powoli w puchowej kurtce ćwiczę zeza rozbieżnego. Oko na spodnie, oko na A. jedzącą metkę z podłogi.
Odrywam się od konsumpcji. Szukam dalej. Jakiś kobiecy fason by się przydał. I żebym tak wyglądała zwiewnie, że niby kobieco, i ulotnie, i tak pięknie jak nie wiem co. Tak właśnie. Kobieta kobieta kobieta powtarzam bez sensu w myślach. Uff, ale gorąco tej zimy... Powoli się roztapiam. Myśl o własnej wiotkiej talii w nowych spodniach trzyma mnie w sklepie. 1, 2, 5, 7... przymierzam, przymierzam i przymierzam. Lataniem w niedopiętych egzemplarzach i zaciąganiem A. z powrotem do przymierzalni oraz liczbą zjedzonych metek już dawno przestałam się przejmować.
Kupiłam. Wyszłam. Nowe spodnie. Nowa talia. Bosko.
Z A.objedzoną metkami kłusem lecę po G. do przedszkola. Trochę zabawiłam w tym sklepie...
- Muniu, jakieś masz spodnie ładne takie!!! - G.zachwyca się na mój widok. - Ładne, prawda - radośnie potakuję gibiąc biodrami na boki. - Bardzo ładne! A to Taty Brodoziaka są?
!?!
Pozdrawiam Kur
PS Za to czapkę, jak widać, mam bardzo elegancką :) (i A. też).
zupełnie jak u trendsetterki... :)
poniedziałek, 06 lutego 2012
PrzedOBIAD
Popołudnie. Już chyba z godzinę sterczę w kuchni. Obiad w toku. Piekę. Dorsz w maśle z koperkiem w piekarniku wyciska ze mnie kuchenne poty. Mieszam. Ryż podstępnie usiłuje zjednoczyć się z dnem garnka. Gotuję. Brokuły na parze z tendencja do brokuły na wiórze. ...
Trochę później. Jemy. G. pomiędzy pochłanianiem kęsa ryby, a ziarenkami ryżu. - Muniu, a obiad to kiedy będzie? !!!
Pozdrawiam Kura Wiecznie Gotująca
poniedziałek, 30 stycznia 2012
Pan i pani(e)
Jedziemy metrem. Ciemno, jasno, ciemno, jasno. Obserwujemy sobie współpasażerów. Naprzeciwko pani z panem w przyklejonym uścisku. Pan obdarowuje panią całusami. Pani obdarowuje pana cukrowym spojrzeniem.
Patrzę jak sroka w romantyczną kość. - Muniuuuuuuu, a czy to jest pani tego pana? - pyta G. prawie dziubiąc pana palcem wskazującym. - Taaaaak - mówię rozmarzonym głosem. - A czy to jest pan tej pani? - G.pogłębia analizę. - Tak - mówię beztrosko. G.rzuca lisie spojrzenie na pana. - A wcale nie, bo ten pan taki podobny był i inna panią miał - szepcze G.tubalnym głosem słyszalnym jak nic w metrze jadącym w przeciwnym kierunku. !!! - Aaaaaa może jednak wcześniej wysiądźmy - rzucam się w kierunku wyjścia wlokąc G . Taka uroczo rześka pogoda... :)
Pozdrawiam Kura raczej Brodoziaka
czwartek, 26 stycznia 2012
5 chwil
Styczeń. Idziemy ulicą. - Muniu, a jaka Ty jesteś stara?- znienacka pyta G. brodząc w zimowych liściach. - Średnio stara - mówię ogólnie. - Średnio jak? Jak drzewo? - Hmm, zależy jakie drzewo - rozglądam się dookoła. - Takie jak to stara jesteś? - G.pokazuje cienkie, cherlawe drzewko, które ma pewnie kilka lat. - Nie, ooo wiele starsza - odpowiadam melancholijnie. - Jak to? - G.zawiesiła w powietrzu krok zszokowana tak drastyczną informacją - Taka stara aż? Okrutnie tak bardzo? - G.pogrąża się co raz bardziej w nieskończoności mojego podeszłego wieku - Starsza aż dużo bardzo tak?!? (czyt.o wiele starsza). To niemożliwe jest! Upadnę chyba zaraz!
... Hmmm, niech pomyślę, który to mamy teraz rok... Jak to?!? 2012 już? Upadnę chyba zaraz...;) ...
Pozdrawiam Kura z kilkoma chwilami na karku
PS A poniżej ta, która urodziła się przecież przed chwilą :)))) 5 chwil:)
czwartek, 12 stycznia 2012
LiteraKura w sieci czyli Blog Roku 2011
Dziękuję za głosy! Nie dodrapałam się do pierwszej dziesiątki. Tym razem :) Rok 2013 czeka . Pozdrawiam Kura Drodzy Czytelnicy! Jeśli macie okrutną i nieopanowaną ochotę na oddanie głosu na kurzy blog w konkursie Blog roku 2011 to wystarczy wysłać SMS o treści G00207 na numer 7122. W szale głosowania należy zwrócic uwagę, że w treści SMS znak 0, to cyfra zero. Nie należy wstawiać w SMS spacji. Koszt SMS to tylko i jedynie 1,23zł brutto. Dochód z SMSów zostanie przekazany przez Organizatora na turnusy rehabilitacyjne dla osób niepełnosprawnych. Dziękuję i pozdrawiam Kura PS Blog startuje w kategorii, hihi, blogi literackie. LiteraKura w sieci :)
(link do strony Blogu Roku)
poniedziałek, 09 stycznia 2012
W poszukiwaniu zaginionej talii
Moje spodnie udają sieć na ryby. Czas na nowe. Radosnym krokiem udaje się do sklepu L.
- Dzień dobry, poproszę o takie same spodnie - mówię machając nogawką. - Dzień dobry. To niemożliwe. Mamy nowe rozmiary - stanowczo odpowiada sprzedawczyni. - Nowe? - zaniepokoiłam się lekko. - "Znajdź swój krój". Muszę panią zmierzyć - s. macha beztrosko miarką nie zważając na moją panikę w oczach. - Zmie...zmie...zmierzyć!??- chrzęszczę zastanawiając się jak chyłkiem wyminąć s.stojąca w drzwiach przebieralni. Za późno. Centymetr zbliża się nieubłagalnie. - Proszę zgiąć się tam gdzie ma pani talię. - Nie mam talii - odpowiadam w głębi ducha oczekując okrzyków typu "ależ skądże! jest pani gibka jak rybka". - To proszę się zgiąć w tym miejscu, w którym ludzie na ogół mają talię. !!!
Pozdrawiam na wdechu Kura
PS Spodnie kupiłam. Miłość do L. jest ślepa. :). PS Na wypadek gdyby mój wpis czytał ktoś, kto z zawodu jest dyrektorem* L.Polska to tylko powiem, że sprzedawczyni była bardzo miła. PS Dyrektor z zawodu - sformułowanie ukradzione z filmu "Poszukiwany, poszukiwana" reż. S.Bareja
czwartek, 22 grudnia 2011
Dżinger Bärs Dżinger Bärs Dżinger all the way...
PS Dżinger Bärs Dżinger Bärs Dżinger all the way - bardzo międzynarodowa adaptacja "Jingle bells, jingle bells" w wykonaniu G.
środa, 14 grudnia 2011
Kup teraz!
Jestem na wirtualnych zakupach w serwisie A. Zakupy grupowe: G.i A. są ze mną... "Rozmawiamy". Muniu i wiesz i wtedy Sara powiedziała, że ona takiego kotka też chce, wiesz takiego co ma też Ofelia i takie szare są te kotki jak kamienie ładne takie bardzo i ja też chce Oko oko oko oko (dodaje A.), bo jakby taki kotek u nas był to na półce by mieszkał sobie, a wiesz, że deszcz dzisiaj padał taki, a kiedy będzie śnieg, no kiedykiedykiedy?, dziadziadzia belombelom , i ja bym chęcila coś zjeść, ty słyszysz Muniu? tabatata batatata tutatutata, zapałki gdzie są Muniu? bo ja będę zapalać zapałkę (czyt.świeczkę) żeby tak świeciła, możesz poszukać mi najwyżej jak możesz, Muniu? eloelolo belo idudidudu, możemy się Muniu w piknik pobawić, ja chce się pobawić, Aaaaaaaaaaaala zostaw, Muniu!!!! Allllllaaaa, oddawaj! zniszczy mi, Muniu! bede bedu bedede, bede dziabalamana nama mama, a właśnie piknik zrobimy, dobra taki Muniu, Muniu? słyszysz takie kanapki nam zrób z Alusią kanapki, dobra, takie z masłem i bez masła i nic i chrupy też, agelogelo gubudelo, jak Lola, dobra, albo kotlet z podkładką (czyt.kotlet w panierce) taki, dobra, gebzdrelo muma mamuma, a wiesz ze mama Amelie ma dzieciaczka w brzuchu i ja też chce druga dziewczynkę, ale dziewczynkę tylko, dobra dzieciaczka możesz Muniu zrobić tak? (czyt. urodzić dziecko) - Słucham? Jakie dziecko? - No takie jak Ala, ze jeszcze jedno. - Przecież wiesz, ze to nie jest takie proste. - No to kup, dobra? .... Zaraz, zaraz gdzieś tu była taka opcja...:)
Pozdrawiam Kura na zakupach PS Piknik jak Lola* - bohaterka książek oraz najśmiechowszych filmów z serii "Charlie i Lola", DVD, produkcja BBC, dystrybutor w Polsce Best Film CO
czwartek, 08 grudnia 2011
Kura po szwedzku
Wersja "pyza":
..."Mama"... ..."Codziennie rano biega po domu i krzyczy"... ..."Pospiesz się z tą kanapką"... ..."No nie, gdzie ja położyłam te klucze?! Zaraz zwariuję, przecież my nie zdążymy! ..."Całą drogę do przedszkola biegną"*
To nie u nas ;) To w Szwecji :) .....................
Ciemno. Otwieram oko. Wszyscy śpią. Apatycznie dźwigam odnóża. Wstawaj Gooooooooooosssia! Wstawaj! Idę do kuchni. Śniadanie. Pierwsze. Drugie. Herbata. Woda. Jogurt. Kanapka. Jabłka. Wstaaaaawaj! Ide przygotować stroje. Wstawaaaaaaaaaj! Idę pakować plecaczek jedzeniowy. Wstawwwaaaj! Ooooaaaaauuuu! Już tak późno! Wstawaj wstawaj wstawaj!!! Galop. Ubranie. Śniadanie. Szukanie (rękawiczki, czapki, spinki, koralika...) Wybiegamy. Kamyk. Liść. Ooo paproch. Chmura. Dziura. Kropla. Biegniemy. Śmieciara. Sąsiad. Aaa psy dwaaa. Listonosz. Wbiegamy. Z wywieszonym językiem wpadamy do przedszkola jakieś 3 minuty po czasie.
..... Po kilku godzinach w drodze z przedszkola do domu. - A wiesz Muniu, co Pani (P.przedszkolanka) powiedziała? - Nie wiem. - Żeby Munia wstawała wcześniej! !!!
.... Pozdrawiam Höna
PS Fragment mojej ulubionej książki wydawnictwa Zakamarki "Filipi i mama, która zapomniała" Pija Lindenbaum, Poznań 2010 PS Sonda rysunkowa: Czy rysunki z twarzą a la pyza są fajniejsze czy nie?
środa, 30 listopada 2011
SPA - Sterta Prania Atakuje
Ja nie wiem, nie wiem, nie wiem. Naprawdę. Skąd się bierze tyle tych ubrań? Przecież nie mam co na siebie włożyc. G. nie ma i A. też nie. Tylko Brodoziak szasta strojami. ;) Jestem w łazience. Giewont prania zawala większość kwadratowych metrów. Oddzielam kolory, oddzielam, oddzielam. Koniec. Przepadło. Będe tak prać do końca życia. Część góry upycham do pralki. Ykhhh. PPfffff. Przytłoczona materiałami siedzę na podłodze wśród ubrań. Włos zmierzwiony, rumieniec na twarzy, w oczach szał połączony z rezygnacją.
Wpada G. - OOO. Ale fajnie! Taki dywan jest hahaha. Chyba mam wadliwe poczucie humoru, bo jakoś inaczej to widzę. - Muniu, a co robisz? -Sprzątfyyyfyyyam - mówię oddmuchując opadające na twarz włosy i upychając resztę ubrań do kosza. - Jesteś księżniczką Muniuuuu! Księżniczką taką piekną! !?!
Każdą ilość prania chętnie przyjmę (czego nie robi się dla urody;) Pozdrawiam Kuressa of Domshire
PS Podejrzewam, że spostrzeżenie G. to zgubny skutek oglądania reklam. Też widziałam taką samą piekność jak ja (kto rechocze? słyszę!). Szorowała wannę...
wtorek, 22 listopada 2011
Krowa na mięśniu
Sobota rano. W ramach akcji własnej "rusz tłuszcz" idę pobiegać.
W przedpokoju doganiają mnie G.i A. - Muniu, a dlaczego zakładasz buty biegaczowe? - pyta G.przy okazji wiążąc Brodoziakowi sznurówki na zawsze. - Idę pobiegać. - A będziesz sie kłaść sie na mięśniu? - Na mięśniu??? - szybko wizualizuję potencjalne mięśnie do leżenia. Niełatwe zadanie, przy takim garnier z tłuszczu... - Tak, tak na mięśniu jak krowa - wyjaśnia G, podczas gdy A.żuje sobie błotną sznurówkę - Eee, jaka krowa? - jąkam sie zaniepokojona, że konwersacja zmierza jak zwykle w złym kierunku. - Taka w książce mojej co zółw zgubił japko, a krowa kładzie sie na mięśniu - mówi G. tonem sugerujacym, że to krowi chleb powszedni. ... Wychodzę. Krowa na mięśniu nie daje mi spokoju. Przez 4 km biegu (tak, tak 4 km!) myślę o różnorakich krowach kładacych się na rozmaitych mięśniach. ...
I tu zagadka! Co tak naprawdę robi krowa kładąca się na mięśniu? Dla ułatwienia dodam, że można ją znaleźć w książce "Miasteczko Mamoko". A wpis nie jest, niestety, sponsorowany przez wydawcę :)))))))))))))))
Pozdrawiam Kura chudsza o 103 kalorie
PS Na rysunku Kura/Krowa sportowa - wersja elegancka PS A poniżej... też ja... Dzieło jest teatralną papierową "kukiełką" (stąd ten ogon po lewej). Kształty doprawdy boskie... Chyba muszę intensywniej pokłaść sie na mięśniu...
A o to co znalazłam w niemieckiej księgarni! Mamoko "po niemiecku";) "Miasteczko Mamoko" Aleksandra i Daniel Mizielińscy, Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2010
czwartek, 03 listopada 2011
Primabalerona
A. je. Metoda BLW (Baby- led weaning czyli w bardzo swobodnym tłumaczeniu jem całkiem sam to co mam).
Ryż. Jedno ziarno w paszczy! Braaavo! 9 ziaren na włosach! Bravoooo! Bądźmy Ludzie Wyluzowani.
I rzut. Jakie śmieszne! Rzut! Hahaha! Bardzo Lubię Wycierać.
Smar o siebie! Hihihi. I rzut, mach, ściana, podłoga, ja. Bedzie Lepiej Wprzyszłości.
Rodzynka, biodro w lewo, rodzynka, biodro w prawo, rodzynka, biodro, biodro, ryż. A.radośnie wiruje nogami zwiększając pole rażenia ryżem. Co tam. BeeeElllWuuu, huhuhuhu, Bebebe Elelel Wuwuwu. Trututu. Tańczę.
Do pokoju wpada G. - OOO oooo oooo tańczysz, tańczysz, Muniu tańczysz pięknie tak! - G.zachwyca się moim gibaniem. Biodro, rodzynka, biodro. - Najpiękniej tańczysz! Jak taka primabalerona! ...
Pozdrawiam Kura Rodzynka Kura PS Na rysunku powyżej ja jako Primabalerona i "koleżanki baleronianki" ze sklepu (takie obgumkowane).
poniedziałek, 24 października 2011
Jedno lato
Idziemy ulicą. G.obok, A.w wózku. Krok flegmatyczny. Rozglądamy się wokół. Mijamy kobietę z dzieckiem w podobnym do A. wieku.
- Muniuuuu, a ten dzieciaczek jest taki jak Ala? Prawda? Takie jedno lato ma? (czyt.rok) - Tak,tak- przytakuje nie wpatrujac sie szczególnie. - A skąd pani ta ma tego dzieciaczka? - Nie wiem - odpowiadam leniwie nie chcac wdawać się w dłuższą konwersacje z działu "pochodzenie człowieka na ziemi" . - A ja wiem! Muniu! Wiem, wiem, wiem!!! - G.sprężynująco-wijącym się krokiem rozpoczyna skoki wokoło. - Tak? A niby skąd ma? - pytam z przekąsem oczekując odpowiedzi typu "bocian wrzucił w kapustę" czy coś w tym rodzaju. - Od Taty Brodoziaka ma! - Słuchkkkchckkcham - słowa z lekka utknęłym mi w krtani - Skąd? - No, że dał nasionko. Tak mowiłaś przecież sama. !!! ... Owszem, mówiłam, że daje nasionko. Nie wspominałam jednak, że jest aż taki rozrzutny... ...
A dziś urodziny jednego z Nasion! A. lato ma! :)
Pozdrawiam Kura, Ogrodnik plus Dwa Nasiona
Poniżej na zdjęciu A. wystająca zza jakiejś orki. Hmm nie znam jej w ogóle... Choć spódnicę i bluzkę to mamy podobną. Coż za zbieg orkoliczności...
środa, 05 października 2011
Baby-sister
A. - prawie rok G. - prawie 5 lat ja - prawie cccccckkkk kkkklawiatura mi się akurat zacięła :)
Dwie satelity G.i A. wiją się wokół. Poczytałabym, ale powieki mi słabo działają. Seeen mnieee ogaaarnia. - Muuuniu! - satelita G.łówna zaczepia mnie zaniepokojona bezruchem. - Uhmm - mówię mało zachecająco do konwersacji. - Muniu, a dlaczego Ty tak płasko patrzysz? Smutna jesteś taka? - Eee, nieee. Spać mi się chce szalenie. - Muniu, Muniu! dobra, dobra! To ty sobie odpocznij, a ja zajmę się DZIECKIEM...
Pozdrawiam Kura - matka pełnoletniej 5-latki i dziecka
PS Powyżej na rysunku różne awangardowe formy zajęcia się dzieckiem przez baby-sisterkę...
|
Ostatnie wpisy
Zakładki:
FOTOKURA
Ulubione ilustracje
Ulubione strony
Ulubione wydawnictwa
Miriola Dzik miszy_m@yahoo.com Kura Aktualnie Domowa ![]() Wypromuj również swoją stronę
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||